Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PRZED i PO. Pokaż wszystkie posty

Dorosła Różowa Sypialnia - Finał - One Room Challenge Week 6

Więc, One Room Challenge, tydzień 6. I 9 dni. I nadal nie wszystko co chciałam jest skończone.

Naprawdę zaczęłam pisać w tym tonie, włącznie z listą rzeczy, które wymagają poprawek, albo należało je zrobić nieco inaczej.... Ale prawda jest taka, że uwielbiam ten pokój. Nasze niby-drzwi są cały czas otwarte. Na kanapie siadam tak, żeby móc tam zaglądać. I czasem, kiedy Mama już śpi, wsuwam się tam i wzdycham z zadowoleniem.
Mama ! Mama jest zachwycona. Jeszcze nie wszystkie koleżanki i ciotki u nas były, ale chyba już wszystkie widziały zdjęcia na jej telefonie (!!!), a na pewno wszystkie słyszały o tym jak jest ładnie.

Jeżeli chcecie sobie przypomnieć wszystkie etapy tej podróży "Od Bleh do Wow!" to zapraszam tutaj:
Tydzień pierwszy - PRZED
Tydzień drugi i trzeci - plany
Tydzień czwarty - postępy
Tydzień piąty - na finiszu, ale przed podłogą (nadal)

Czyli co ? Najpierw zdjęcia, a potem jeszcze pogadamy, o tym co zrobiliśmy ? :)
[z góry uprzedzam, że sesja pokoju odbyła się z koteckami, które specjalnie nie pozowały, ale pójść sobie też nie chciały. Cóż #życiezkotem.]



Dzisiejszy makover sponsorują: szlifierka i farba w sprayu. Bez nich wiele byśmy nie osiągnęli.

Zastanawiam się co daje tu największy efekt. Na pewno tkaniny - już same zasłony ociepliły tą wcześniejszą różową celę, a doszedł jeszcze tapicerowany zagłówek i płyciny w szafie. Cały czas się śmieję, że gdybyśmy powiesili te zasłony pół roku temu, to o żadnym wyzwaniu nie było by mowy, ale i o mobilizacji do skończenia też pewnie nie.

Komoda! Nie mogę uwierzyć, że to jest ten sam okropny mebelek, który straszył nas brzozową okleiną. Wystarczyła szara farba kredowa, wypełnienie wgłębień na drzwiczkach (nie przyznam się czym, za nic!), technoratan (naturalny jest obrzydliwie drogi, niestety) , listewki, które go obramowują i złoty spray do starych uchwytów. Ta dammm! Piękna jest. Bardzo, bardzo.



Lubię kącik czytelniczy. Woju aka Pan Domu zbudował piękny regał z desek uratowanych ze starej stodoły. Miałam nadzieję, że zmieści się tam więcej ładnych pierdółek, ale książki mają pierwszeństwo, więc mamy jedynie na książkową tęczę. I kaktusika.
Gdyby ktoś chciał zwrócić uwagę na bliskość fotela do telewizora, to uprzedzam, że tivik jest sprzętem wieczornym, oglądanym jedynie z łóżka. Dbamy o oczy!
Stolik powstał najprostszą możliwą metodą, czyli po prośbie - do pana, który pod maminym szpitalem usuwał drzewka. Bazą jest kwietnik, który wędrował po domu (trza będzie zapolować na kolejny za 20 zeta na olxie). Jak powiedziała jedna mądra baba "Wiadomo, hairpiny sprawdziły by się tu cudownie, ale pięć dyszek za jedną nogę to wciąż dla mnie zbyt wiele."


Reorganizacja strefy przy wejściu wpłynęła pozytywnie nie tylko na estetykę, ale i funkcjonalność. Nasz Jednoręki Bandyta nie składuje już ciuchów na fotelu, tylko - jeśli potrzeba, na skrzyni. Ogranicza wpadki stylistyczne spojrzeniem w lusterko. Bywa, że się przyozdobi, skoro wszystko jest pod ręką :) Mam też nadzieję, że ubrania nie będą blakły odkąd okleiłam drzwi szafy. No i popatrzcie na tą lampę. Koooooocham ją!

To teraz jeszcze "Czego nie zrobiliśmy" (wyprodukowałam bardzo długi post, więc może już nie czytacie? Też dobrze.)
- Przy drzwiach powstanie galeria ścienna, ale w tym celu musimy dojść z poprzeprowadzkową organizacją do podpunktu "Papiery i zdjęcia". Wypełnienie jej czymkolwiek nie miało sensu, prawda?
- Ściana nad łóżkiem wieje nieco pustką i mam pomysł na COŚ, co na to zaradzi.
- Nie wyrobiłam czasowo z oknem - nadal z zewnątrz widać więcej niż byśmy chcieli, i nadal nie jest tak ładne, jak chciałabym ja. Możecie spodziewać się uzupełnienia. Za jakiś czas. Kiedy reszta domu osiągnie podobny poziom skończenia jak ten pokój. To na pewno nastąpi [ściska kciuki] Kiedyś.

A na koniec małe porównanie PRZED I PO. Jeśli komuś z Was podoba się tak, jak nam, to chętnie o tym usłyszę. Zasłużyłam :D

Home staging w Katowicach

Temat home stagingu wypłynął podczas rozmów z Agnieszką z Happy Place (ot, np. TU)

Agnieszka zawodowo zajmuje się m.in. przygotowywaniem nieruchomości na sprzedaż i twierdzi, że to co robimy teraz w mieszkaniu na Katowickim os. Paderewskiego to je to. OK, zajęło mi chwilę i mogę się zgodzić :) Chociaż biorąc pod uwagę, że na razie tu mieszkamy, cały czas wydaje mi się, że to po prostu "nesting" czyli wicie gniazda. Niskobudżetowe, owszem, ale jak wiecie, zajmujemy ten lokal czasowo i wkładanie w niego większych pieniędzy nie ma żadnego sensu. Co nie znaczy, że nie warto inwestować w ogóle.

Powiem Wam dlaczego obecnie mam z tym określeniem problem - bo mam porównanie z tym czym prawdziwy home staging jest.
Kiedy chcieliśmy kupić nasz domek (to nie jest pieszczotliwe określenie, on jest po prostu bardzo mały) musieliśmy sprzedać mieszkanie. Też tutaj, na Paderewie, blok dalej od tego, z którego teraz piszę. Wiedzieliśmy jakie są ceny podobnych mieszkań, wiedzieliśmy ile chcemy za nie dostać, znaliśmy zalety, które trzeba pokreślić i wady do zminimalizowania.
Zwłaszcza, że przez lata było ono wynajmowane, a to jednak oznacza brak troski o wnętrza, zbliżonej do troski właścicieli.
Na jednych z ostatnich zdjęć (zrobionych za zgodą najemców) mieszkanie prezentuje się tak:





Nie bardzo, prawda ? Zwłaszcza, że chcieliśmy raczej podnieść cenę, a nie ją opuścić.

Zakładałam, że wystarczy zrobić dobre fotografie, ale mój charakter każe mi jednak "robić ładnie", więc nie obyło się bez przesuwania mebli i umieszczenia kilku dodatków. Oto efekty:


Teraz myślę, że nieco przegięłam, przynajmniej z tym śniadaniem :)



 [Numer telefonu proszę zignorować :) tylko takie zdjęcia mi się ostały, z prepaidem kupionym do sprzedawania mieszkania.]

A mówiąc o efektach.
Czas sprzedaży był przeciętny, nie udało się go nam przyspieszyć, natomiast osiągnęliśmy cel finansowy - ponad 5 tys więcej niż przeciętne mieszkanie tej wielkości, mimo, że nasze nie było remontowane od 2002r. (o generalnym remoncie nie wspominając), za to w stanie, który zdecydowanie się owego remontu domagał. W moich oczach SUKCES !
I satysfakcja, że umiem to zrobić.

Niedługo sprawdzę się znowu, fotografując (raczej bez dodatkowych upiększeń) szykowane do wynajmu mieszkanie przyjaciółki. Same dobre zdjęcia też mogą sprawić cuda, zobaczycie!

Odnowiona sypialnia

Mam wrażenie, że przez ostatnie tygodnie odmieniam "sypialnia" po sto razy w każdym zdaniu i choćby z tego powodu wszyscy będą uszczęśliwieni kończącym to dzisiaj wpisem. Nie tak bardzo jak my wykończonym pokojem, ale jednak ;)
Jeśli ktoś jest dziś na domowym blogu po raz pierwszy, wyjaśniam, że szykujemy to mieszkanie na wynajem, stąd założenia neutralnych dekoracji i stosunkowo niskich kosztów. Z drugiej strony: musi podobać się nam, w czasie kiedy tu mieszkamy i mieć to coś, co ułatwi najemcom zakochanie się w tych ścianach.

Na początek mały BEFOREK czyli zdjęcia pokoju PRZED zmianami. Nie, nie te wstydliwe obrazki, które oglądaliście ostatnio. Dziś cofniemy się do listopada zeszłego roku, kiedy zaczęliśmy remont mieszkania. Oto poziom od którego startowaliśmy - zielone ściany, stary tapczan, duże biurko.



Pozbyliśmy się tych mebli sprzedając je na olxie (tak, nasze śmieci mogą być czyimiś skarbami), a ściany i sufit zostały odmalowane na biało.
I na dobre dwa miesiące się zatrzymaliśmy, nie robiąc w tym pokoju nic. Jestem więc bardzo wdzięczna Karolinie z Houseloves za zmobilizowanie moich leniwych czterech liter do czynu i stworzenia naszej, ekhm, oazy spokoju :)

Co było do zrobienia i na jakim etapie jesteśmy ?
- porządek.
Na piątkę z plusem, o !



- lampki nocne
 Zamierzeniem było powiesić obie na ładnym okorowanym kiju, ale na pozostałych ścianach w tym pokoju już tak wiele się dzieje, że musiałam zostawić sobie miejsce na oddech. Lampka chwilowo trafiła na gwózdek i okazało się to TYM minimalistycznym rozwiązaniem, którego potrzebowaliśmy.

- pościel
Wygrało rozwiązanie "na potrzeby wyzwania będziemy udawać, że ta pościel jest :)". Narzuta przykrywa nasze super kolorowe powłoczki, dzięki czemu nie czuję, że z nowym miejscem zamieszkania zmieniła mi się całkowicie osobowość - mam kolor i się tym cieszę!

- kapa na łóżko
A nawet dwie. Baza to posiadana już Ikeowska "Indira", na niej moje DIY czyli NAJPROSTSZY koc inspirowany "Pia Wallen Cross Blanket". Myślę, że powstanie najkrótsza na świecie notka-instrukcja jak taki koc zrobić.


- poduszki ozdobne
Jedyne co bym teraz zmieniła. Kupiłam poszewki od Koko Art i nie narzekam - są świetnej jakości, w atrakcyjnej cenie, a i obsługa była bez zarzutu. Natomiast wybierałam je sugerując się wielkością posiadanych "wsadów" i te rozmiary oraz ilość wzorów są dla mnie nazbyt bałaganiarskie. Gdybym robiła to jeszcze raz kupiłabym tylko dwie duże białe w chmurki, było by spokojniej.

- konsolka
Dzieło Pana Domu (somebody loves me! :D)
Zgadzamy się, że ze względu na długość półka jednak wymaga wspornika, nie zgadzamy jaki powinien on być. Tak czy siak nastąpi upgrade.
Najważniejsze, że spełnia ona swoje dwie role: mieści nasze wieczorne kino domowe aka laptop oraz służy jako stolik kiedy trzeba w łóżku... na przykład zjeść śniadanie. Albo napisać noteczkę na bloga.



 (wielkie dzięki dla Bety za pozowanie mi w łóżku!)

- ramki z grafikami
We wtorek pokażę Wam dokładną rozpiskę skąd pobrać grafiki (bo większość to darmowe źródła)

- No i stylizacja.
Państwo sami ocenią.

Oprócz tego:
- przykręciliśmy półkę w przedłużeniu parapetu (stojąca na niej mini-szklarnia zasłania sterczącą rurkę od kaloryfera);
- wymieniliśmy w mojej szafce nocnej szufladę (łapacz przydasiów) na stary koszyk sklepowy, w którym trzymam książki ulubione/czytane/do przeczytania;
- skleiłam papierową torbę według wskazówek Kasi At Home. Służy głównie do... zasłaniania kabli, bo ze zrozumiałych powodów (patrz -> konsolka) nie możemy ich zasłonić na stałe.


Koszty
Dla nas właściwie minimalne, bo korzystaliśmy z tego co już mamy.
Wydaliśmy pieniądze na:
- koc DIY - 29.90 zł
- poduszki - 51,00 zł
- konsolka - 61,70 zł (cena uwzględnia każdy wkręt i podkładkę, którą użyliśmy do  jej budowy. Zapłacilibyśmy pewnie 2-3 razy więcej kupując płytę z gotowymi obrzeżami, oszczędność pochodzi z wyboru płyty kupowanej w m2 i samoprzylepnego obrzeża meblowego)
- plakaty - 12,50 zł

W sumie: 155,10 zł

Sprzedając stare biurko i łóżko zarobiliśmy 220 zł więc właściwie jesteśmy 60 zł do przodu, ale ten balans nie byłby oczywiście taki korzystny gdybyśmy musieli kupić nowe meble.

Och, więcej pisania niż roboty! Mam nadzieję, że ujęłam wszystko. To teraz ulga dla oka w postaci zdjęć. Jeszcze więcej zdjęć!







Obsługiwane przez usługę Blogger.