Pokazywanie postów oznaczonych etykietą remont. Pokaż wszystkie posty

Skąd wziąć pokój dziecięcy?



Jeśli cieszycie się, że wróciłam po dwóch latach na bloga, to znaczy, że nie widujemy się na bieżąco na Insta i wiele Was ominęło.
Tym zdjęciem zaczęłam tam temat pokoju dziecinnego, warto się zaznajomić. A ten stary wpis blogowy przypomni Wam jak wygląda plan naszego domu.

Szukamy w nim teraz miejsca na dziecko, które mieszka z nami od półtora roku (sami zrobiliśmy!).  No, Dzieć się jeszcze jakoś mieści, jego rzeczy natomiast zaczynają zapełniać różne kąty i chciałabym je jakoś zgromadzić w jednym.

Jakie zatem mamy możliwości?

OPCJA 0

Reorganizujemy naszą wspólną sypialnię, ruszamy meblami, uwalniamy ścianę, albo dwie i na jakiś czas styknie.

ZALETY:
- rach, ciach i zrobione
(oraz inne, poniżej)

WADY:
- nie jest to rozwiązanie na dłużej

W najbliższym czasie musimy podjąć decyzję, czy warto się tak bawić, czy inwestujemy w trwalsze rozwiązania. Które wyglądają tak:


OPCJA 1


Pokój Biszkopta w Różowym (16m2). Mama i Tata tracą swój pokój zabaw, przechowywania kraftów i kabli oraz przyjmowania gości bez potrzeby każdorazowego szybkiego sprzątania

ZALETY:
- odsunięty od części dziennej, zatem ciszej wieczorami itd
- zwykłe okno, bez możliwości wyjścia na zewnątrz
- kaloryfer (podobno lepiej go mieć w sypialni niż podłogówkę)
- starzy dalej mają super sypialnię i widok o poranku

WADY:
- od północy, czyli najciemniejszy
- od ulicy (mało ruchliwej i zamkniętej, ale nie ma do niej standardowych 4 metrów, raczej 1,5)
- drewniana podłoga - głośna i bez ogrzewania


OPCJA 2


Pokój Biszkopta w obecnej sypialni (Zielony, 25m2), ale urwiemy z niej kawałek na garderobę przyłączoną do naszej nowej w Różowym.

ZALETY:
- jasny
- blisko części dziennej, czyli szansa na utrzymanie dziecka w pokoju dziecka w czasie zabawy
- ciepła podłoga
- widok na ogród
- "najgorszy pokój" używany tylko w nocy (różowy)


WADY:
- blisko części dziennej również wieczorami, zatem nie poszalejemy
- ja się kiepsko budzę w ciemnej sypialni, a w różowym taka będzie (północ + potrzeba dobrego zasłonięcia na noc)


OPCJA 3


Realizujemy jednak pierwotny plan domu, czyli dzielimy obecny dzienny na osobną kuchnię i sypialnię dla nas, a Dzieć ląduje w różowym.

ZALETY:
- zyskujemy dodatkowy pokój
- mamy super salon z którego zalet korzystają wszyscy


WADY:
- dom staje się taaaaaki banalny w układzie
- nikt nie ma super sypialni
- do małej nie wejdzie obecne wielkie łóżko, a pewnie jeszcze przez jakiś czas będziemy podsypiać razem. Ale na to jest ze 100 rozwiązań.



To ja tyle, teraz Wy! Interesuje mnie WSZYSTKO co się Wam nasuwa. Jeśli Twoja babcia mówiła, żeby nie trzymać dzieci od północy bo porosna mchem - powiedz mi o tym!  Każdy argument jest ważny i wartościowy. Jak w Big Brotherze - zrobimy wszystko co nam każesz. Nie 😉






Bez czego można żyć w nowym domu?

Mieszkacie ? Mieszkamy.
Przeprowadzeni ? Eeee, w 90 procentach, powiedzmy.

Domeczek odpicowany, gotowy do wspólnego życia i niekończących sesji zdjęciowych? Zdecydowanie nie.

Właśnie przy próbie porobienia sensownych zdjęć naszego "całkiem ładnie" uderzyło mnie ile miejsc wyje niedoróbkami, których na co dzień się już nie zauważa, albo po prostu ogarnęliśmy życie pomimo nich. Niemniej wykończeniowe To Do List ciągnie się jak flaki z olejem, czego zaraz będą Państwo świadkami.
Zatem, mieszkamy bez:

Gniazdek elektrycznych.
Nie ma to jak dobrze rozplanowane punkty elektryczne we wszystkich strategicznych miejscach. Jestem pewna,, że będą świetnie spełniały swoją rolę. Tymczasem gniazdka w tej ilości kosztują milion monet, więc funkcjonujemy dzięki przedłużaczom (ciągle widoczne dwa) i nieustannym mądrym decyzjom ("wyłączę czajnik, włączę mikser").


Lamp
Zamiast cudownie zaplanowanego oświetlenia górnego w większości pomieszczeń wiszą smętne żarówki. Jeszcze. Dziwnym trafem lampy mają u mnie wyższy priorytet niż reszta elektryki, więc skreślimy ten punkt lada chwila (trzymać kciuki!)

Listw przypodłogowych
Oj tam, oj tam. Rozumiem, że muszą być, bo spełniają wiele ważnych funkcji (jedną?), ale jeśli powstaną za rok, to nie będę płakać. Dobra, łazienkowe przydadzą się szybciej, bo naszą łazienkę koooooocham.


Lustra w łazience (i syfonu)
Lustro jak to lustro, nie musimy non stop sprawdzać jacy jesteśmy ładni, gdyż tak samo ładni jesteśmy w małych lusterkach, ale jak wspomniałam wyżej, łazienka cudna jest i należy jej się dopieszczenie.
Brak specjalistycznego ikeowskiego syfonu, powoduje natomiast brak drugiej szuflady w szafce, w związku z czym nie zmieniliśmy uchwytów, do których zatem nie można dobrać uchwytu na papier toaletowy... itd. Same pierdolety w liczbie około tysiąca.

Drzwi wewnętrzne
czyli sypialniane, nie istnieją.
Powiem tak: na tą chwilę przerasta mnie potrzeba zaprojektowania i dopilnowania wykonania czegoś spójnego w naszych jakże różnych otworach, oraz stylistyczne zgranie ich z jedynymi istniejącymi - łazienkowymi.
Łazienkowe natomiast piękne są bardzo, ale nie zapewniają minimum intymności, ponieważ przeszklenia (niemałe) musimy przemrozić. Wysoko na liście priorytetów, bo chociaż nam to jakoś nie bardzo przeszkadza, to goście narzekają :D



Łóżka
Mamy materac. Na podłodze. Jak w akademiku. Albo u joginów...

Dopóki nie zDIYujemy (!) łóżka - project in progress - to nie ruszę dalej  z urządzaniem tego pokoju, który będzie oczywiście nadal czysty i schludny (spełnione marzenie Pana Domu), ale bez polotu. A tego nie lubię.

Łóżko jest tutaj takim symbolem, bo doliczyłam się w sumie 10 brakujących mebli. W większości rękodzielnych. Będzie materiał na bloga na najbliższą pięciolatkę.

Szafy gospodarczej
Bądźmy precyzyjni - szafa jest. Gorzej z drzwiami. Oraz półkami. Oraz dobrze zorganizowaną przestrzenią, która mogłaby połknąć część cennych kartonów stojących... no, bez wypominania, gdzie owe stoją, dobrze ? Kolejne PILNE.

Schodów i tarasu
Brak słów. Będzie zdjęcie.

Oto ma codzienna droga przez mękę (bo my z Domownikiem śmigamy tu jak sarenki, ale moja biedna Ma... schodki pokonują nas obie. Every.F***ing.Day.)

Ocieplenia
Podobna kategoria, co Listwy Przypodłogowe, czyli wiem, że potrzebujemy, ale czy mi zależy ? Na tyle, żeby nam nie zamarzł kibelek i instalacja wod-kan. Szczęśliwie pogoda nam sprzyja, więc działamy.


Ogrodu
Mam nadzieję, że myśląc o naszym ogródku widzicie ostatnie fotki z tego wpisu. Bardzo dobrze.
Jeśli potraficie wyobrazić sobie na środku tego uroczyska kupę śmieci i gruzu, to proszę tego NIE robić, gdyż sprzątamy. My, to, czego Panowie Robotnicy po sobie nie posprzątali, właśnie.
Została nam ostatnia przyczepka śmieci, którą nie możemy wyjechać dopóki nie zakończy się temat -> Ocieplenie i rusztowania.
A potem tylko dotrwać do wiosny.

Nowej kuchni
Mamy tymczasową. Oraz niekończącą się dyskusję, czy skoro jest zupełnie OK, to należy ją na kilka lat pokochać [Pan Domu], czy wykorzystać okazję i zrobić na jej bazie coś zupełnie odjechanego, czego normalnie byśmy nie odważyli [ja]. Kto wygra pokaże Wam zdjęcie swojej wersji oraz serce pokonanego na talerzu (bo dyskusje bywają gorące).



Kredytu hipotecznego
Wreszcie jakiś jasny punkt w kolekcji braków. Byłby jaśniejszy, gdybym mogła napisać "bez kredytu" kropka, ale straciliśmy w pewnym momencie płynność finansową i pożyczyliśmy z banku 8000 PLNów. Nie oddając w zamian duszy i pierworodnego, hurra.
Zamierzamy spłacić szybko, używając w międzyczasie jako pierwszorzędnej wymówki do wszystkich braków widocznych powyżej.

Niniejszym serię "Nie mamy" uważam za rozpoczętą!

O tym jak przeprowadzialiśmy się do starego-nowego Domu i żyliśmy długo i szczęśliwie...

Buhahahahahahahahahahaha. Ha!

No, to czy muszę jeszcze coś dodawać ?


Oczywiście, jak za pierwszym razem, przeprowadzka nam się opóźnia. Od tygodni siedzę jak na szpilkach, gotowa do szybkiego desantu na dom :D A tu nic.

Natomiast mądrzejsi niż ostatnim razem, w tym roku odwołaliśmy Święta w domu. Serio. W tym roku wychodzimy, nie gotujemy, pieczemy mało, nie będzie choinki, szykowania i zmęczenia. I będzie bosko!

Bez presji. To co ma, będzie wykończone, resztę będziemy robić w stosownym czasie. Ale będzie wreszcie znów nasz Dom, i ogród za jednymi drzwiami. Bardzo tęsknię.

18.10.2016


20.10.2016

Szminka na świni, czyli o malowaniu łazienki.

I tak to:
Nie jestem jeszcze, niestety, tym typem blogera, który ma przygotowany stosik wpisów, i choćby się waliło i paliło - post pojawi się na stronie. Eh...
W naszej rzeczywistości znowu pojawili się lekarze i szpitale, co zawsze wyrzuca mnie z zaplanowanych torów, ale skoro wszystko jest już dobrze, z przyjemnością wracam.

Pracuję oczywiście nad tą wersją bloga, w której nowe wpisy będą się pojawiały regularnie, częściej niż raz w tygodniu (jak było w planie do tej chwili) i pewnie jak tylko skończę swoją zawodową stronę www, która pochłania nieco czasu, ów plan zostanie wprowadzony w życie. Bo pomysłów mam, że ho, ho ! :D

Dzisiaj sięgnę do Domowej historii i pokaże Wam jak się miała nasza łazienka.
To kolejny wpis o zmianach, które warto robić małym kosztem, byle nie tkwić w znienawidzonej sytuacji mieszkaniowej. Czyli w bardzo brzydkich pomieszczeniach po prostu :)

Proszę się uzbroić w odwagę i obejrzeć zdjęcia naszego luksusowego pokoju kąpielowego zrobione w dniu odebrania kluczy do domu.
Gotowi ?


Potem trudno to nazwać postępem, wnieśliśmy co mieliśmy, i było. Niezmiennie. Brzydko.


Nie jestem depresyjną osobą, ale przysięgam, że były dni, kiedy tam wchodziłam i od progu czułam, że temu pomieszczeniu brakuje jeszcze odcieniu czerwieni - koloru krwi chlustającej z przegryzionych nadgarstków ! A łazienki we własnym domu trudno jednak unikać.
Nawet efektowne selfie było trudno sobie w niej strzelić :D

Rozważałam oczywiście wrzucenie tam granatu w celu rozwiązania problemu, ale nie byliśmy jeszcze na tym etapie przebudowy.
Stanęło więc na farbie.

Istnieją niezłe farby do malowania kafli i można dzięki nim uzyskać fenomenalne efekty kosztem dużo niższym, niż w wypadku całkowitego remontu - sprawdźcie co w toalecie w Czarno-białym Domku zmalowała Ola, albo zajrzyjcie do podsumowania malowanych kuchni i łazienek (głównie) przygotowanego przez Magdę z Wnętrza-Zewnętrza.
Wstępny kosztorys takiej "renowacji" w wypadku naszej łazienki wyniósł kilkaset złotych. Dużo za dużo, jak na pomieszczenie, które ma przetrwać kilka miesięcy, a potem zniknąć z powierzchni ziemi (naprawdę jej nienawidziłam).
Pomalowaliśmy więc tylko ściany i sufit.

Założenie kolorystyczne było proste - kolor, który odwróci uwagę od kafelków. A Amerykanie mają takie ładne powiedzenie "when in doubt, paint it black" - i tak właśnie uczyniliśmy. Do tego nowe porządki, kilka ozdobników, i da się żyć.


Czy dzięki temu nasza łazienka stała się ładna ? Nie, tego nie powiem. Ale nabrała charakteru. Trochę jak ta puszysta dziewczyna na imprezie, która wygrywa z misskami ;) bo ma odwagę nosić czerwoną szminkę, ciekawą biżuterię i uśmiecha się na widok aparatu, zamiast kryć się w kącie. Wiecie, jest JAKAŚ.

Dodatkowo, i to jest rozwiązanie, które warto stosować w każdym pomieszczeniu, które jest wyższe niż szersze - ciemne ściany i sufit poprawiły proporcje wnętrza. Istnieje co prawda teoria, która każe małe pokoiki malować na jasno, najlepiej biało, ale sprawdza się kiedy wpada do nich przyzwoita ilość światła. W przeciwnym wypadku mamy nadal małe, burawe pomieszczenia o wysokości komina. To już chyba lepiej stworzyć sobie przytulną małą szkatułkę, co ?

Następnym razem, kiedy wspomnę Domową łazienkę, to będzie zupełnie inne wnętrze !



Zmiana punktu widzenia -> Dom'37

Ponad tydzień głównie leżę w łóżku i nie jest to niestety przechwalanie się przedłużonym walentynkowym Weekendem i wykończoną sypialnią tylko grypą :)

Lojalnie uprzedzam, że stylizowanie i fotografowanie wnętrz z poziomu pościeli się nie sprawdza i będzie nieco opóźnione. Pocieszam się, że Karolina też jeszcze nie pokazała swojego skończonego przedpokoju, a upiorna pochmurna pogoda nie opuści nas w tym tygodniu, więc czasu na fotosesję będę miała dość. Zatem...

Skorzystajmy z przychylności zarazków i porozmawiajmy o planach domu. O zmianie planów.

O naszych zamierzeniach opowiadałam Wam rok temu - obecnie wkroczyliśmy w fazę Dom 1.0.  Od grudnia pracujemy - ociepliliśmy piwnicę i fundamenty, przestawiliśmy ścianki działowe, zaczęły się roboty z instalacjami i podłogami.
Oraz 974 wersje projektu.

Najpierw dom rósł.
Logiczne, ponieważ parter chcieliśmy zrobić raz, a dobrze, a  w tym celu należało zgrać go z planem piętra, którego nie zamierzamy od razu budować. Projekt nas zachwycił! Do tego stopnia, że pod namowami rodziny, przyjaciół i architekta :) naprawdę rozważaliśmy kredyt, który to wszystko sfinansuje.
Na szczęście życie nas opamiętało.

Wróciliśmy do pierwotnych zamierzeń.
Inwestujemy to co mamy w istniejącą "skorupę" - ocieplenie, ogrzewanie, podłogi, użytkową piwnicę, nową kuchnię i łazienkę. Niestety ze wzgledów finansowych pod nóż poszedł na raze równeiż ogród zimowy i przynależne mu 30 m2, ale będzie, musi być, jest mi niezbędny do szczęścia. Bez niego zrobiło się trochę... ciasno. O tak:
 
Po prawej stronie nowego wejścia do domu widzą Państwo małą kuchnię, po lewej drzwi do pokoju dziennego. Dalej duża szafa ubraniowa i nasza maleńka sypialnia z podwójnymi suwanymi drzwiami. W głębi po lewej jest sypialnia mamy, a obok niej łazienka.

Kilka obrazków, żeby pomóc Wam to zwizualizować:

I wszystko to było aktualne jeszcze jakieś 3 tygodnie temu, kiedy to usunęliśmy juz wszystkie ścianki działowe, a remont osiągnął taki etap:


Nieopatrznie rzuciłam do Pana Domu "A gdybyśmy tak zrobili tu połączoną część dzienną, a tam dużą sypialnię?" No i pozamiatane. Ktoś się zakochał w tym pomyśle i nie ma odwrotu.

Ma to oczywiście swoje wady, ale oba rozwiązania mają:
Otwarta kuchnia nie jest i nie była nigdy moim marzeniem - lubię się troche schować gotując dla gości, a tu nie będzie takiej możliwości.
Pomieszczenie tej samej wielkości co poprzedni "salon" musi teraz pomieścić jeszcze kuchnię i komunikację.
Zamykany przedpokój mógł nieco działać jak wiatrołap, którego nie chcieliśmy. Zobaczymy jak teraz poradzi sobie nasze planowane nietypowe rozwiązanie.
Straciłam dwa pomieszczenia, na których mogłam się wyżyć dekoratorsko :D

Przekonała mnie oczywiście ta sypialnia, w której zmieści się normalne miejsce do pracy (a nie karłowate biureczko jak w poprzedniej wersji) oraz łóżeczko dla dziecka, jeśli na jakiś czas zajdzie taka potrzeba. No i tu zaszaleję z urządzaniem wnętrza, w końcu alkowa, heh, która zajmuje połowę domu nie może być typowa i nudna!

Decyzja zapadła, ale chętnie poznam Wasze opinie - które rozwiązanie wydaje się Wam lepsze ?



PS. Update: Karolina jednak pokazała już swój przedpokój, trzeba więc spiąć pośladki i zaprezentować swoje dzieło. Do zobaczenia jeszcze w tym tygodniu!

Lato minęło, jesień mija...

To może w skrócie opowiem co u nas w kwestii budowy domu.

Nic.

Aha, no to cześć !

...chociaż nic nie budując zafundowaliśmy sobie piękny nowy widok w stołowym. Gdyż przez prawie pół roku mieliśmy taki:



Tak wyglądał ogród kiedy się nim zajęliśmy wczesną wiosną. Zimą wszystko przykrywał śnieg i wyglądało to znośnie :)


A tak miesiąc później, kiedy robiliśmy już miejsce pod tymczasowy budynek gospodarczy aka Cynkowy. Obok Rdzewiak w całej okazałości.



Po pewnych opóźnieniach udało nam się znaleźć miłą firmę, która za zabranie go z naszego ogródka  nam zapłaciła. Nie majątek, ale zdziwił nas sam fakt, że ktoś płaci. Gdyby Was też to miało zaskoczyć to podpowiem - złomiarska.
No i w efekcie to samo miejsce wyglądało za chwilę tak.


Ej, jak na pierwszą notkę po tak długiej przerwie chyba dużo zdjęć Wam na raz pokazałam. Od strony tekstowej widzę pewne braki :), ale jest szansa, że się jeszcze rozpiszę.
Na razie staram się odwlec ten moment, w którym pokażę Wam co osiągnęliśmy...
To może jeszcze małe przypomnienie - jak było:


Jak jest (ekhm, stan na sierpień)  


Małe, a cieszy. I to jak !

PS. Nie widzę najmniejszej szansy, żeby powrócić tu w najbliższym czasie z postem ogrodowym, tapicerowaną ławką i szczegółami siedziska z palet (na powyższym zdjęciu chowa się w lewym rogu za różą), do przyszłej wiosny żegnamy się zatem kolejnymi (!) fotkami, które pojawiły się, albo mogły, na domowym insta. Ufff...

Obsługiwane przez usługę Blogger.