Dorosła Różowa Sypialnia - Wyzwania i Plan - One Room Challenge Week 2&3

For english please scroll down

...z opóźnieniem wynikającym z niespodziewanej Wielkanocy oraz nagłej dominacji wewnętrznego Prokastynatora.

Spanikowałam i chciałam się z tego wycofać. Jest tyyyyyyle do zrobienia!
Ale skoro muszę to zrobić i tak, to może raczej ze wsparciem ponad 250 bloggerów i projektantów, na oczach całego świata... Spokojnie, Karol.

Oto wyzwania jakie stoją przed nami:

1. Podłoga
Nie wygląda, ale ma już na sobie trzy warstwy bejcy i dwie lakieru, które wchłonęła jak gąbka. Trza ją zrobić po raz kolejny, tym razem dobrze oraz mieszkając w tym domu, co jest niejakim utrudnieniem, jeśli wziąć pod uwagę, że nie mamy wolnej sypialni. Cóż...

2. Zostają wszystkie meble, które widzieliście w poprzednim wpisie.
Owszem, nawet komoda. Jest fantastycznie pojemna i ma niezłe wymiary, więc wymaga jedynie planu (mam!), farby (wybrana!) i zakasania rękawów.

3. Układ.
Ten niewiele się zmieni. Łóżko stoi w najlepszym możliwym miejscu, uwzględniając stan zdrowia mojej mamy oraz, że nie chcemy powtórzyć układu z naszej sypialni, czyli szafy i komody na wprost wejścia. Zostaje do zagospodarowania półtorej wielkiej pustej ściany.

4. Styl, warstwy, tkaniny...
Widzieliście nasze inspiracyjne zdjęcie w poprzednim wpisie, prawda ?
Ok, to teraz spójrzcie jak przekładam to na moje wnętrze.



Bardziej po naszemu, bardziej zgrane z resztą domu, nieco bardziej... szlag, "światowo-eklektyczne". Boję się trochę, czy nie przegięłam z doborem tkanin, bo to nie jest moja mocna strona, ale przyjdą próbki, zobaczymy. Jakby co będę tonować, żeby osiągnąć raczej styl zwariowanej elegancji, niż pokoju przedszkolaka.

5. Okno
Podpunkt tylko dla Polaków, bo nie mam siły tłumaczyć zawiłości budowlanych naszego domu, komuś kto niczego podobnego nigdy nie widział.
Więc:
Okno od ulicy, wysoki (od tej strony) parter, przyjemny widok, całkowita niechęć do firanek. COŚ trzeba wymyślić, żeby tego pokoju nie było tak bardzo widać z zewnątrz (zwłaszcza, że to sypialnia, prawda). W nocy nie ma problemu, bo świetnie sprawdza się Ikeowska roleta zaciemniająca, tyle, że za dnia ładna nie jest i nieco chciałabym ją ukryć/przyozdobić. Nad przysłonięciem dziennym ciągle myślimy. I myślimy, i myślimy...


Na obecną chwilę mam plan, szalenie inspirujący, więc chyba wreszcie zacznę działać. Tzn nieco bardziej działać, bo jednak - górna lampa już jest, wazon z którego powstanie kolejna lampa - jest, próbki materiałów zamówione, brakujące meble pozbierane oraz rozdłubałam kilka projektów rękodzielniczych, więc następnym razem będzie już co pokazywać - mam nadzieję!

PS. I oczywiście bardzo przepraszam, że znowu wszystko w punktach... to chyba wrodzone ;)

GROWN UP PINK BEDROOM - CHALLENGES AND THE PLAN 
- One Room Challenge Week 2 and 3 (summed up due to suprise Easter and procastination mode kicking in)

Thinking about the makeover for a while now has made me terified and want to give up, but well, we have to finish this room anyway, so I'd rather do it with the support of over 250 bloggers and designers, thank you very much.

Let's see what we are facing here:

1. The floor.
Believe it or not, but it's already been stained 3 times and covered with 2 layers of varnish. Not that you can actually see it.
We have an idea how to do it once and forever, but this time we'll have to work while we live in the house. With no spare bedroom. Welcome challenge no 1.

2. We're keeping ALL the existing furniture.
Even the ugly dresser, since it's very capacious and has the right dimentions. On the bright side - there's is no risk of late goods delivery, right ? Just lots of elbow grease ahead of me to make it work.

3. Layout
Not much we can do here. Due to my Mum's health condition, there are only two places where we can put the bed and I think the current one is the best. Along the wall, yes, that's how it has to be.

4. Style, layers, fabrics...
You've seen our inspiration photo last time, right ?
Here is my interpretation - bit more us, bit more global and more connected to the rest of the house.


I'm freaking out about the range of fabrics I've got, since I'm not very good at mixing those.
I'm waiting for swatches to turn up and I might change some then. It's not too girly, is it? I hope that a mix of birdy curtains and a little dose of polka dots will work rather in favour of "a little quirky but sophisticated look", than a todler bedroom.

So, where are we at?
I feel very motivated by this inpiration board, but still don't have much to show you. I've ordered some fabrics, as I told you before, we already have the overhead light and a vase I'm going to use for the table lamp... I've collected all the furniture bits I had hidden in different storages and some DIY projects are in progress... Hopefully next time, I'll have some actual progress to show you.

In the meantime: go and check how the people who actualy do work on their rooms are doing - so much wonderfullness !

Dorosła różowa sypialnia - One Room Challenge Week 1

*For english please scroll down

No to bierzmy się za kończenie pomieszczeń ;)

Na pierwszy ogień pójdzie pokój Mamy, co być może ma związek ze zbliżającym się Dniem Matki, a może po prostu, wiecie, z miłością.
Z pomocą przyszła również Linda z Calling It Home, która dwa razy w roku organizuje wyzwanie dla 20 projektantów, którzy w ciągu 5 tygodni mają przeobrazić wybrane pomieszczenie w domu, prezentując w tygodniu szóstym powalającą na kolana ZMIANĘ. Od zawsze marzyłam, żeby dołączyć się do części otwartej dla gości, a że tym razem udało się zgrać i czas, i chęci, i pokój - jestem!
Kiedy kupiliśmy dom była to nasza sypialnia, do której wchodziło się ze dziennego (stołowego, salonu, jeden pies) - kilka migawek możecie obejrzeć tutaj.
Podczas remontu stworzyliśmy nowe wejście z mini przedpokoiku koło łazienki, położyliśmy drewniane podłogi (które nigdy nie zostały skończone), nowe ogrzewanie i pomalowaliśmy go na... no tak, już wiecie - różowo. Przyznaję, ja wybrałam odcień, i ręka mi się trzęsła, ale taki kolor wybrała sobie sama lokatorka. I owszem, myślałam, żeby ją od tego odwieść, zwłaszcza, że pokój jest widoczny z części dziennej, zwyciężyła jednak świadomość, że Mama dorosłym człowiekiem jest, pełnoprawnym mieszkańcem tego domu również i sama wie co jej pasuje. A że jest to różowy, cóż.
Oto z czym zaczynamy:



Tak, bardzo mi wstyd. A teraz jedyne zaaprobowane na razie przez lokatorkę inspirujące zdjęcie:




Nie mam pojęcia jeszcze jak osiągnę tak wielowarstwowy efekt zachowując wszystkie istniejące meble (tak, nawet tą brzydką komodę).  Ograniczeń jest znacznie więcej, opowiem Wam o tym w najbliższy czwartek, kiedy będzie gotowy plan podboju Ametystowej Groty :) No ale One Room Challenge to wyzwanie, takich szaleńców jak ja, jest tam jeszcze 250, sprawdźcie!


*Hello fellow ORC Participiants!
Welcome to Poland, the one in Europe, not in Maine 😉

I've been admiring Linda's One Room Chalenge for a long time and we're so lucky we can jump on the makeover bandwagon this time round!
We bought our little brick and stone house two years ago, painted it just as it was and lived there for a year. We've now finished a major renovation and moved in again. We're finally at  a point, where we can start turning those empty walls into a lovely home.

We're starting with my Mum's bedroom. It used to be our bedroom before the big reno and back then it was very yellow. Now it has new floors (still needing to be finished) and that lovely shade of pink chosen by my Mum. Not my favourite, but hey, she's a grown up, she knows what she wants (or at least I hope she does).

So far we have one approved inspiration photo and many challenges, which I'm going to explain next week, along with a plan of work. Stay tuned. And go visit the rest of those brave people, who decided to take the challenge!

Podsumowanie 2016 i Domowe Plany na 2017

Największy sukces 2016 ?
Ponowna wprowadzka!

Uczucia?
Wniebowzięcie, zmęczenie, zestresowanie.


Największa zaleta Domu?
Ja chyba najbardziej kocham łazienkę (nieskończoną).
Pan Domu zagłosował na kominek.
I mamy tu przedziwne naturalne światło, jestem zachwycona co potrafi wyrabiać, choć stołowy nie jest najjaśniejszy.

Największa wada?
Brak sensownego miejsca na szafę "wierzchnią", kurtkową. Zimą jest to kłopotliwe.

Największa niespodzianka?
Elektryka :D

Historia, którą najdłużej będziemy wspominać?
Doświadczenia z ogrzewaniem podłogowym. Oj, będzie notka...



Plany natomiast...

Cóż, podsumowanie powstało jeszcze w styczniu, ale za planowanie wzięłam się dopiero w marcu. I dobrze! Ponieważ przez ostatnie 3 miesiące koncepcja zakładała zrobienie WSZYSTKIEGO i dopiero odrobina luzu w głowie i życiu przypomniała mi, że tak się nie uda. Doprecyzujmy zatem priorytety:

1. ORGANIZACJA
czyli strych, piwnica, pralnia, garaż, szafa gospodarcza. Wszystkie te pomieszczenia, których szczególnie nie widać, a których jakość wpływa na i na życie (patrz: porządek), i na urodę domu.
Trzeba całą naszą graciarnię zebrać, przejrzeć, podzielić i umieścić w odpowiednich miejscach, co oczywiście zajmie mi tyle czasu, co napisanie tego zdania. Pstryk i gotowe. Albo nie.

2. JEDEN POKÓJ NA RAZ
Mądrość zesłana przez bogów. Zamiast tysiąca rozgrzebanych projektów, jeden skończony i 999 do zrobienia. I tak po kolei.
Wydaje mi się to jedyną sensowną metodą, bo pomijając miły etap odfajkowania na liście zakończonego zadania, eliminuje straszny pożeracz czasu, którym w moim przypadku jest zastanawianie się w co włożyć ręce. Zdam relację jak to działa ;)
Oraz lojalnie ostrzegam, że w ramach mobilizacji zapiszę się na każde sensowne wyzwanie porządkująco-uładniające. Jakieś podpowiedzi ?

3. TARAS
Dla przypomnienia, jak wygląda wejście do domu. Tak, nadal. A tu zbliża się czas niedzielnych śniadań i kawek na .... tarasie, właśnie.



4. OGRÓD
Tak tyci, tyci. Ruszyć go po prostu. Zaprojektować. Coś przesadzić, coś podciąć, coś wyrównać. Przestać marnować czas, bo rośliny go potrzebują, żeby nam tu stworzyć zieloną oazę. Pragną tego bardzo, wiem.

5. TWORZENIE UROKU / WIZYTÓWKA DOMU
Taki żarcik, przepraszam. Nie znam sensownego tłumaczenia tego, co po angielsku nazywa się CURB APPEAL i jest generalnie urodą domu od ulicy. W naszym wypadku - całkowitym brakiem urody. Drogim sąsiadom prezentujemy stary tynk w kolorze śląsko-burym, wnękę w gustownym grafitowym styropianku oraz rdzawą bramę, którą pan od piasku lekko trącił, od czego się zdefasonowała. A lubimy naszych sąsiadów i lubimy naszą ulicę.
Kurcze, jest coś fajnego w tym, że przynależy się do jakiegoś miejsca i jakiejś społeczności, że ma się wpływ na jej funkcjonowanie i wygląd. Że zbieramy śmieci, jeśli walają się po chodnikach, mówimy "dzień dobry" każdemu, kto tędy przechodzi, że jest od kogo pożyczyć cukier i grabie, i kogo zaprosić na kolację. Chcemy mieć na to dobry wpływ
Także ocieplenie i brama oraz coś zielonego na tym kawałku, który widać z drogi, a potem tytuł najpiękniejszego domu w miasteczku, siur, ekhm.

5.5 Priorytet blogowy
Zrezygnować z postów, które są listami zawierającymi te same punkty, co poprzednie wpisy  (będące, oczywiście - listami) w nieco zmienionej kolejności. Zrobię co mogę - ale niczego nie obiecuję. Cmok!

Bez czego można żyć w nowym domu?

Mieszkacie ? Mieszkamy.
Przeprowadzeni ? Eeee, w 90 procentach, powiedzmy.

Domeczek odpicowany, gotowy do wspólnego życia i niekończących sesji zdjęciowych? Zdecydowanie nie.

Właśnie przy próbie porobienia sensownych zdjęć naszego "całkiem ładnie" uderzyło mnie ile miejsc wyje niedoróbkami, których na co dzień się już nie zauważa, albo po prostu ogarnęliśmy życie pomimo nich. Niemniej wykończeniowe To Do List ciągnie się jak flaki z olejem, czego zaraz będą Państwo świadkami.
Zatem, mieszkamy bez:

Gniazdek elektrycznych.
Nie ma to jak dobrze rozplanowane punkty elektryczne we wszystkich strategicznych miejscach. Jestem pewna,, że będą świetnie spełniały swoją rolę. Tymczasem gniazdka w tej ilości kosztują milion monet, więc funkcjonujemy dzięki przedłużaczom (ciągle widoczne dwa) i nieustannym mądrym decyzjom ("wyłączę czajnik, włączę mikser").


Lamp
Zamiast cudownie zaplanowanego oświetlenia górnego w większości pomieszczeń wiszą smętne żarówki. Jeszcze. Dziwnym trafem lampy mają u mnie wyższy priorytet niż reszta elektryki, więc skreślimy ten punkt lada chwila (trzymać kciuki!)

Listw przypodłogowych
Oj tam, oj tam. Rozumiem, że muszą być, bo spełniają wiele ważnych funkcji (jedną?), ale jeśli powstaną za rok, to nie będę płakać. Dobra, łazienkowe przydadzą się szybciej, bo naszą łazienkę koooooocham.


Lustra w łazience (i syfonu)
Lustro jak to lustro, nie musimy non stop sprawdzać jacy jesteśmy ładni, gdyż tak samo ładni jesteśmy w małych lusterkach, ale jak wspomniałam wyżej, łazienka cudna jest i należy jej się dopieszczenie.
Brak specjalistycznego ikeowskiego syfonu, powoduje natomiast brak drugiej szuflady w szafce, w związku z czym nie zmieniliśmy uchwytów, do których zatem nie można dobrać uchwytu na papier toaletowy... itd. Same pierdolety w liczbie około tysiąca.

Drzwi wewnętrzne
czyli sypialniane, nie istnieją.
Powiem tak: na tą chwilę przerasta mnie potrzeba zaprojektowania i dopilnowania wykonania czegoś spójnego w naszych jakże różnych otworach, oraz stylistyczne zgranie ich z jedynymi istniejącymi - łazienkowymi.
Łazienkowe natomiast piękne są bardzo, ale nie zapewniają minimum intymności, ponieważ przeszklenia (niemałe) musimy przemrozić. Wysoko na liście priorytetów, bo chociaż nam to jakoś nie bardzo przeszkadza, to goście narzekają :D



Łóżka
Mamy materac. Na podłodze. Jak w akademiku. Albo u joginów...

Dopóki nie zDIYujemy (!) łóżka - project in progress - to nie ruszę dalej  z urządzaniem tego pokoju, który będzie oczywiście nadal czysty i schludny (spełnione marzenie Pana Domu), ale bez polotu. A tego nie lubię.

Łóżko jest tutaj takim symbolem, bo doliczyłam się w sumie 10 brakujących mebli. W większości rękodzielnych. Będzie materiał na bloga na najbliższą pięciolatkę.

Szafy gospodarczej
Bądźmy precyzyjni - szafa jest. Gorzej z drzwiami. Oraz półkami. Oraz dobrze zorganizowaną przestrzenią, która mogłaby połknąć część cennych kartonów stojących... no, bez wypominania, gdzie owe stoją, dobrze ? Kolejne PILNE.

Schodów i tarasu
Brak słów. Będzie zdjęcie.

Oto ma codzienna droga przez mękę (bo my z Domownikiem śmigamy tu jak sarenki, ale moja biedna Ma... schodki pokonują nas obie. Every.F***ing.Day.)

Ocieplenia
Podobna kategoria, co Listwy Przypodłogowe, czyli wiem, że potrzebujemy, ale czy mi zależy ? Na tyle, żeby nam nie zamarzł kibelek i instalacja wod-kan. Szczęśliwie pogoda nam sprzyja, więc działamy.


Ogrodu
Mam nadzieję, że myśląc o naszym ogródku widzicie ostatnie fotki z tego wpisu. Bardzo dobrze.
Jeśli potraficie wyobrazić sobie na środku tego uroczyska kupę śmieci i gruzu, to proszę tego NIE robić, gdyż sprzątamy. My, to, czego Panowie Robotnicy po sobie nie posprzątali, właśnie.
Została nam ostatnia przyczepka śmieci, którą nie możemy wyjechać dopóki nie zakończy się temat -> Ocieplenie i rusztowania.
A potem tylko dotrwać do wiosny.

Nowej kuchni
Mamy tymczasową. Oraz niekończącą się dyskusję, czy skoro jest zupełnie OK, to należy ją na kilka lat pokochać [Pan Domu], czy wykorzystać okazję i zrobić na jej bazie coś zupełnie odjechanego, czego normalnie byśmy nie odważyli [ja]. Kto wygra pokaże Wam zdjęcie swojej wersji oraz serce pokonanego na talerzu (bo dyskusje bywają gorące).



Kredytu hipotecznego
Wreszcie jakiś jasny punkt w kolekcji braków. Byłby jaśniejszy, gdybym mogła napisać "bez kredytu" kropka, ale straciliśmy w pewnym momencie płynność finansową i pożyczyliśmy z banku 8000 PLNów. Nie oddając w zamian duszy i pierworodnego, hurra.
Zamierzamy spłacić szybko, używając w międzyczasie jako pierwszorzędnej wymówki do wszystkich braków widocznych powyżej.

Niniejszym serię "Nie mamy" uważam za rozpoczętą!

O tym jak przeprowadzialiśmy się do starego-nowego Domu i żyliśmy długo i szczęśliwie...

Buhahahahahahahahahahaha. Ha!

No, to czy muszę jeszcze coś dodawać ?


Oczywiście, jak za pierwszym razem, przeprowadzka nam się opóźnia. Od tygodni siedzę jak na szpilkach, gotowa do szybkiego desantu na dom :D A tu nic.

Natomiast mądrzejsi niż ostatnim razem, w tym roku odwołaliśmy Święta w domu. Serio. W tym roku wychodzimy, nie gotujemy, pieczemy mało, nie będzie choinki, szykowania i zmęczenia. I będzie bosko!

Bez presji. To co ma, będzie wykończone, resztę będziemy robić w stosownym czasie. Ale będzie wreszcie znów nasz Dom, i ogród za jednymi drzwiami. Bardzo tęsknię.

18.10.2016


20.10.2016

Szminka na świni, czyli o malowaniu łazienki.

I tak to:
Nie jestem jeszcze, niestety, tym typem blogera, który ma przygotowany stosik wpisów, i choćby się waliło i paliło - post pojawi się na stronie. Eh...
W naszej rzeczywistości znowu pojawili się lekarze i szpitale, co zawsze wyrzuca mnie z zaplanowanych torów, ale skoro wszystko jest już dobrze, z przyjemnością wracam.

Pracuję oczywiście nad tą wersją bloga, w której nowe wpisy będą się pojawiały regularnie, częściej niż raz w tygodniu (jak było w planie do tej chwili) i pewnie jak tylko skończę swoją zawodową stronę www, która pochłania nieco czasu, ów plan zostanie wprowadzony w życie. Bo pomysłów mam, że ho, ho ! :D

Dzisiaj sięgnę do Domowej historii i pokaże Wam jak się miała nasza łazienka.
To kolejny wpis o zmianach, które warto robić małym kosztem, byle nie tkwić w znienawidzonej sytuacji mieszkaniowej. Czyli w bardzo brzydkich pomieszczeniach po prostu :)

Proszę się uzbroić w odwagę i obejrzeć zdjęcia naszego luksusowego pokoju kąpielowego zrobione w dniu odebrania kluczy do domu.
Gotowi ?


Potem trudno to nazwać postępem, wnieśliśmy co mieliśmy, i było. Niezmiennie. Brzydko.


Nie jestem depresyjną osobą, ale przysięgam, że były dni, kiedy tam wchodziłam i od progu czułam, że temu pomieszczeniu brakuje jeszcze odcieniu czerwieni - koloru krwi chlustającej z przegryzionych nadgarstków ! A łazienki we własnym domu trudno jednak unikać.
Nawet efektowne selfie było trudno sobie w niej strzelić :D

Rozważałam oczywiście wrzucenie tam granatu w celu rozwiązania problemu, ale nie byliśmy jeszcze na tym etapie przebudowy.
Stanęło więc na farbie.

Istnieją niezłe farby do malowania kafli i można dzięki nim uzyskać fenomenalne efekty kosztem dużo niższym, niż w wypadku całkowitego remontu - sprawdźcie co w toalecie w Czarno-białym Domku zmalowała Ola, albo zajrzyjcie do podsumowania malowanych kuchni i łazienek (głównie) przygotowanego przez Magdę z Wnętrza-Zewnętrza.
Wstępny kosztorys takiej "renowacji" w wypadku naszej łazienki wyniósł kilkaset złotych. Dużo za dużo, jak na pomieszczenie, które ma przetrwać kilka miesięcy, a potem zniknąć z powierzchni ziemi (naprawdę jej nienawidziłam).
Pomalowaliśmy więc tylko ściany i sufit.

Założenie kolorystyczne było proste - kolor, który odwróci uwagę od kafelków. A Amerykanie mają takie ładne powiedzenie "when in doubt, paint it black" - i tak właśnie uczyniliśmy. Do tego nowe porządki, kilka ozdobników, i da się żyć.


Czy dzięki temu nasza łazienka stała się ładna ? Nie, tego nie powiem. Ale nabrała charakteru. Trochę jak ta puszysta dziewczyna na imprezie, która wygrywa z misskami ;) bo ma odwagę nosić czerwoną szminkę, ciekawą biżuterię i uśmiecha się na widok aparatu, zamiast kryć się w kącie. Wiecie, jest JAKAŚ.

Dodatkowo, i to jest rozwiązanie, które warto stosować w każdym pomieszczeniu, które jest wyższe niż szersze - ciemne ściany i sufit poprawiły proporcje wnętrza. Istnieje co prawda teoria, która każe małe pokoiki malować na jasno, najlepiej biało, ale sprawdza się kiedy wpada do nich przyzwoita ilość światła. W przeciwnym wypadku mamy nadal małe, burawe pomieszczenia o wysokości komina. To już chyba lepiej stworzyć sobie przytulną małą szkatułkę, co ?

Następnym razem, kiedy wspomnę Domową łazienkę, to będzie zupełnie inne wnętrze !



Światła, kamera, akcja !

Na ekranie pojawia się dziewczę, jeszcze młode (uznajmy), które z rozwianym włosem wertuje czasopisma wnętrzarskie i pintrestowe tablice.
Powód: oświetlenie części dziennej.
Efekty: ... tak, tu potrzebuję Twojej pomocy.

Mówimy o przestrzeni, która mieści część wypoczynkową, jadalnię i kuchnię. Każde z innymi potrzebami jeżeli chodzi o światło. I nie mówię tu o  tradycyjnym podziale na ogólne, kierunkowe i dekoracyjne. Dekoracyjne to pikuś :)

 lewe: źródło, prawe: źródło

 lewe: źródło, prawe: źródło
lewe: źródło, prawe: źródło


 No to w czym problem ?
W nagromadzeniu elementów.


Oświetlenie blatu roboczego. Nie planujemy tu żadnych szafek, ani półek, więc podszafkowe odpada. Część ściany zajmuje okno, czyli kinkiety raczej nie wchodzą w grę. Zostają lampy wiszące. Ale...

Nie wyobrażam sobie żeby nie było lampy wiszącej nad stołem. A nie jestem typem, który lubi komplety i zaakceptuje ten sam wzór i tu, i nad oddalonym o jakieś 2 metry blatem. Zwłaszcza, że marzy mi się konkretny abażur. I nie jest to wzór klasyczny i prosty.

Do tego dochodzi górne oświetlenie części wypoczynkowej. Ugh, znowu określona lampa! Kupiliśmy ją w zeszłym roku, ale nie doczekała się niezbędnych przeróbek. Może i dobrze, w otoczeniu, które planujemy zabłyśnie. Ale znowu jest taka bogata!

Dobra, moment prawdy.
W tej chwili w moich oczach wygląda to tak, i myślę, że przy zgraniu kolorów i detali może się udać.


 [ 1. kuchnia: ten styl, niekoniecznie ta lampa
   2. jadalnia: Więcej koloru ! Ale Seszen tworzy tak zróżnicowane lampy, że dobranie czegoś pod nasze potrzeby nie będzie stanowiło problemu. Może taka tylko na białym tle ?
   3. dzienny: Nie oryginalny sputnik, eh, niestety]

Potrzebuję tylko usłyszeć jeszcze od kogoś innego "może być" i wzywam elektryka.
A ! chyba, że uważacie, że nie może, wtedy KONIECZNIE muszę o tym usłyszeć.

Obsługiwane przez usługę Blogger.