Bez czego można żyć w nowym domu?

Mieszkacie ? Mieszkamy.
Przeprowadzeni ? Eeee, w 90 procentach, powiedzmy.

Domeczek odpicowany, gotowy do wspólnego życia i niekończących sesji zdjęciowych? Zdecydowanie nie.

Właśnie przy próbie porobienia sensownych zdjęć naszego "całkiem ładnie" uderzyło mnie ile miejsc wyje niedoróbkami, których na co dzień się już nie zauważa, albo po prostu ogarnęliśmy życie pomimo nich. Niemniej wykończeniowe To Do List ciągnie się jak flaki z olejem, czego zaraz będą Państwo świadkami.
Zatem, mieszkamy bez:

Gniazdek elektrycznych.
Nie ma to jak dobrze rozplanowane punkty elektryczne we wszystkich strategicznych miejscach. Jestem pewna,, że będą świetnie spełniały swoją rolę. Tymczasem gniazdka w tej ilości kosztują milion monet, więc funkcjonujemy dzięki przedłużaczom (ciągle widoczne dwa) i nieustannym mądrym decyzjom ("wyłączę czajnik, włączę mikser").


Lamp
Zamiast cudownie zaplanowanego oświetlenia górnego w większości pomieszczeń wiszą smętne żarówki. Jeszcze. Dziwnym trafem lampy mają u mnie wyższy priorytet niż reszta elektryki, więc skreślimy ten punkt lada chwila (trzymać kciuki!)

Listw przypodłogowych
Oj tam, oj tam. Rozumiem, że muszą być, bo spełniają wiele ważnych funkcji (jedną?), ale jeśli powstaną za rok, to nie będę płakać. Dobra, łazienkowe przydadzą się szybciej, bo naszą łazienkę koooooocham.


Lustra w łazience (i syfonu)
Lustro jak to lustro, nie musimy non stop sprawdzać jacy jesteśmy ładni, gdyż tak samo ładni jesteśmy w małych lusterkach, ale jak wspomniałam wyżej, łazienka cudna jest i należy jej się dopieszczenie.
Brak specjalistycznego ikeowskiego syfonu, powoduje natomiast brak drugiej szuflady w szafce, w związku z czym nie zmieniliśmy uchwytów, do których zatem nie można dobrać uchwytu na papier toaletowy... itd. Same pierdolety w liczbie około tysiąca.

Drzwi wewnętrzne
czyli sypialniane, nie istnieją.
Powiem tak: na tą chwilę przerasta mnie potrzeba zaprojektowania i dopilnowania wykonania czegoś spójnego w naszych jakże różnych otworach, oraz stylistyczne zgranie ich z jedynymi istniejącymi - łazienkowymi.
Łazienkowe natomiast piękne są bardzo, ale nie zapewniają minimum intymności, ponieważ przeszklenia (niemałe) musimy przemrozić. Wysoko na liście priorytetów, bo chociaż nam to jakoś nie bardzo przeszkadza, to goście narzekają :D



Łóżka
Mamy materac. Na podłodze. Jak w akademiku. Albo u joginów...

Dopóki nie zDIYujemy (!) łóżka - project in progress - to nie ruszę dalej  z urządzaniem tego pokoju, który będzie oczywiście nadal czysty i schludny (spełnione marzenie Pana Domu), ale bez polotu. A tego nie lubię.

Łóżko jest tutaj takim symbolem, bo doliczyłam się w sumie 10 brakujących mebli. W większości rękodzielnych. Będzie materiał na bloga na najbliższą pięciolatkę.

Szafy gospodarczej
Bądźmy precyzyjni - szafa jest. Gorzej z drzwiami. Oraz półkami. Oraz dobrze zorganizowaną przestrzenią, która mogłaby połknąć część cennych kartonów stojących... no, bez wypominania, gdzie owe stoją, dobrze ? Kolejne PILNE.

Schodów i tarasu
Brak słów. Będzie zdjęcie.

Oto ma codzienna droga przez mękę (bo my z Domownikiem śmigamy tu jak sarenki, ale moja biedna Ma... schodki pokonują nas obie. Every.F***ing.Day.)

Ocieplenia
Podobna kategoria, co Listwy Przypodłogowe, czyli wiem, że potrzebujemy, ale czy mi zależy ? Na tyle, żeby nam nie zamarzł kibelek i instalacja wod-kan. Szczęśliwie pogoda nam sprzyja, więc działamy.


Ogrodu
Mam nadzieję, że myśląc o naszym ogródku widzicie ostatnie fotki z tego wpisu. Bardzo dobrze.
Jeśli potraficie wyobrazić sobie na środku tego uroczyska kupę śmieci i gruzu, to proszę tego NIE robić, gdyż sprzątamy. My, to, czego Panowie Robotnicy po sobie nie posprzątali, właśnie.
Została nam ostatnia przyczepka śmieci, którą nie możemy wyjechać dopóki nie zakończy się temat -> Ocieplenie i rusztowania.
A potem tylko dotrwać do wiosny.

Nowej kuchni
Mamy tymczasową. Oraz niekończącą się dyskusję, czy skoro jest zupełnie OK, to należy ją na kilka lat pokochać [Pan Domu], czy wykorzystać okazję i zrobić na jej bazie coś zupełnie odjechanego, czego normalnie byśmy nie odważyli [ja]. Kto wygra pokaże Wam zdjęcie swojej wersji oraz serce pokonanego na talerzu (bo dyskusje bywają gorące).



Kredytu hipotecznego
Wreszcie jakiś jasny punkt w kolekcji braków. Byłby jaśniejszy, gdybym mogła napisać "bez kredytu" kropka, ale straciliśmy w pewnym momencie płynność finansową i pożyczyliśmy z banku 8000 PLNów. Nie oddając w zamian duszy i pierworodnego, hurra.
Zamierzamy spłacić szybko, używając w międzyczasie jako pierwszorzędnej wymówki do wszystkich braków widocznych powyżej.

Niniejszym serię "Nie mamy" uważam za rozpoczętą!

O tym jak przeprowadzialiśmy się do starego-nowego Domu i żyliśmy długo i szczęśliwie...

Buhahahahahahahahahahaha. Ha!

No, to czy muszę jeszcze coś dodawać ?


Oczywiście, jak za pierwszym razem, przeprowadzka nam się opóźnia. Od tygodni siedzę jak na szpilkach, gotowa do szybkiego desantu na dom :D A tu nic.

Natomiast mądrzejsi niż ostatnim razem, w tym roku odwołaliśmy Święta w domu. Serio. W tym roku wychodzimy, nie gotujemy, pieczemy mało, nie będzie choinki, szykowania i zmęczenia. I będzie bosko!

Bez presji. To co ma, będzie wykończone, resztę będziemy robić w stosownym czasie. Ale będzie wreszcie znów nasz Dom, i ogród za jednymi drzwiami. Bardzo tęsknię.

18.10.2016


20.10.2016

Szminka na świni, czyli o malowaniu łazienki.

I tak to:
Nie jestem jeszcze, niestety, tym typem blogera, który ma przygotowany stosik wpisów, i choćby się waliło i paliło - post pojawi się na stronie. Eh...
W naszej rzeczywistości znowu pojawili się lekarze i szpitale, co zawsze wyrzuca mnie z zaplanowanych torów, ale skoro wszystko jest już dobrze, z przyjemnością wracam.

Pracuję oczywiście nad tą wersją bloga, w której nowe wpisy będą się pojawiały regularnie, częściej niż raz w tygodniu (jak było w planie do tej chwili) i pewnie jak tylko skończę swoją zawodową stronę www, która pochłania nieco czasu, ów plan zostanie wprowadzony w życie. Bo pomysłów mam, że ho, ho ! :D

Dzisiaj sięgnę do Domowej historii i pokaże Wam jak się miała nasza łazienka.
To kolejny wpis o zmianach, które warto robić małym kosztem, byle nie tkwić w znienawidzonej sytuacji mieszkaniowej. Czyli w bardzo brzydkich pomieszczeniach po prostu :)

Proszę się uzbroić w odwagę i obejrzeć zdjęcia naszego luksusowego pokoju kąpielowego zrobione w dniu odebrania kluczy do domu.
Gotowi ?


Potem trudno to nazwać postępem, wnieśliśmy co mieliśmy, i było. Niezmiennie. Brzydko.


Nie jestem depresyjną osobą, ale przysięgam, że były dni, kiedy tam wchodziłam i od progu czułam, że temu pomieszczeniu brakuje jeszcze odcieniu czerwieni - koloru krwi chlustającej z przegryzionych nadgarstków ! A łazienki we własnym domu trudno jednak unikać.
Nawet efektowne selfie było trudno sobie w niej strzelić :D

Rozważałam oczywiście wrzucenie tam granatu w celu rozwiązania problemu, ale nie byliśmy jeszcze na tym etapie przebudowy.
Stanęło więc na farbie.

Istnieją niezłe farby do malowania kafli i można dzięki nim uzyskać fenomenalne efekty kosztem dużo niższym, niż w wypadku całkowitego remontu - sprawdźcie co w toalecie w Czarno-białym Domku zmalowała Ola, albo zajrzyjcie do podsumowania malowanych kuchni i łazienek (głównie) przygotowanego przez Magdę z Wnętrza-Zewnętrza.
Wstępny kosztorys takiej "renowacji" w wypadku naszej łazienki wyniósł kilkaset złotych. Dużo za dużo, jak na pomieszczenie, które ma przetrwać kilka miesięcy, a potem zniknąć z powierzchni ziemi (naprawdę jej nienawidziłam).
Pomalowaliśmy więc tylko ściany i sufit.

Założenie kolorystyczne było proste - kolor, który odwróci uwagę od kafelków. A Amerykanie mają takie ładne powiedzenie "when in doubt, paint it black" - i tak właśnie uczyniliśmy. Do tego nowe porządki, kilka ozdobników, i da się żyć.


Czy dzięki temu nasza łazienka stała się ładna ? Nie, tego nie powiem. Ale nabrała charakteru. Trochę jak ta puszysta dziewczyna na imprezie, która wygrywa z misskami ;) bo ma odwagę nosić czerwoną szminkę, ciekawą biżuterię i uśmiecha się na widok aparatu, zamiast kryć się w kącie. Wiecie, jest JAKAŚ.

Dodatkowo, i to jest rozwiązanie, które warto stosować w każdym pomieszczeniu, które jest wyższe niż szersze - ciemne ściany i sufit poprawiły proporcje wnętrza. Istnieje co prawda teoria, która każe małe pokoiki malować na jasno, najlepiej biało, ale sprawdza się kiedy wpada do nich przyzwoita ilość światła. W przeciwnym wypadku mamy nadal małe, burawe pomieszczenia o wysokości komina. To już chyba lepiej stworzyć sobie przytulną małą szkatułkę, co ?

Następnym razem, kiedy wspomnę Domową łazienkę, to będzie zupełnie inne wnętrze !



Światła, kamera, akcja !

Na ekranie pojawia się dziewczę, jeszcze młode (uznajmy), które z rozwianym włosem wertuje czasopisma wnętrzarskie i pintrestowe tablice.
Powód: oświetlenie części dziennej.
Efekty: ... tak, tu potrzebuję Twojej pomocy.

Mówimy o przestrzeni, która mieści część wypoczynkową, jadalnię i kuchnię. Każde z innymi potrzebami jeżeli chodzi o światło. I nie mówię tu o  tradycyjnym podziale na ogólne, kierunkowe i dekoracyjne. Dekoracyjne to pikuś :)

 lewe: źródło, prawe: źródło

 lewe: źródło, prawe: źródło
lewe: źródło, prawe: źródło


 No to w czym problem ?
W nagromadzeniu elementów.


Oświetlenie blatu roboczego. Nie planujemy tu żadnych szafek, ani półek, więc podszafkowe odpada. Część ściany zajmuje okno, czyli kinkiety raczej nie wchodzą w grę. Zostają lampy wiszące. Ale...

Nie wyobrażam sobie żeby nie było lampy wiszącej nad stołem. A nie jestem typem, który lubi komplety i zaakceptuje ten sam wzór i tu, i nad oddalonym o jakieś 2 metry blatem. Zwłaszcza, że marzy mi się konkretny abażur. I nie jest to wzór klasyczny i prosty.

Do tego dochodzi górne oświetlenie części wypoczynkowej. Ugh, znowu określona lampa! Kupiliśmy ją w zeszłym roku, ale nie doczekała się niezbędnych przeróbek. Może i dobrze, w otoczeniu, które planujemy zabłyśnie. Ale znowu jest taka bogata!

Dobra, moment prawdy.
W tej chwili w moich oczach wygląda to tak, i myślę, że przy zgraniu kolorów i detali może się udać.


 [ 1. kuchnia: ten styl, niekoniecznie ta lampa
   2. jadalnia: Więcej koloru ! Ale Seszen tworzy tak zróżnicowane lampy, że dobranie czegoś pod nasze potrzeby nie będzie stanowiło problemu. Może taka tylko na białym tle ?
   3. dzienny: Nie oryginalny sputnik, eh, niestety]

Potrzebuję tylko usłyszeć jeszcze od kogoś innego "może być" i wzywam elektryka.
A ! chyba, że uważacie, że nie może, wtedy KONIECZNIE muszę o tym usłyszeć.

Jedno zdjęcie - inspirujące miejsce pracy.

Wszyscy znamy takie fotografie... OK, ja znam ich mnóstwo - z miejscem, które wyrywa z butów. Pomieszczeniem, które tak trafia w Twój gust, że jedyne co można to pokochać.
Wnętrzem, o którym chcesz powiedzieć tylko: "Proszę to wszystko zapakować i dostarczyć pod mój adres."

Najśmieszniejsze, że czasem nawet nie wiesz dokładnie dlaczego...

 


Tak miała wyglądać moja biurowa wnęka w poprzedniej wersji projektu. Nieważne, że między szafami na przeciwko sypialni zmieściłaby się zaledwie jedna trzecia tego biurka. Przechowywanie ubrań nie jest najważniejsze ! Marmurowy blat pod laptopa i mosiężny stojak na ołówki - są! :)))

[...pojemne podręczne szafki na wszystko czego nie chcemy na co dzień oglądać, kontrastowa ściana ze starych desek, czerwone kinkiety, plakat z banerem i czarno-białe zdjęcie, marmurowy blat, szuflady, mosiężne uchwyty, symetryczne kontakty, śmietnik na nóżkach, takie krzesło! i konik. Ok, to tak na pierwszy rzut oka...]

Więcej zdjęć z domu Briana Faherty obejrzycie tutaj
Ktoś jeszcze chciałby adoptować to biureczko? Mamy podobne smaki, czy nic a nic ? :)

Home staging w Katowicach

Temat home stagingu wypłynął podczas rozmów z Agnieszką z Happy Place (ot, np. TU)

Agnieszka zawodowo zajmuje się m.in. przygotowywaniem nieruchomości na sprzedaż i twierdzi, że to co robimy teraz w mieszkaniu na Katowickim os. Paderewskiego to je to. OK, zajęło mi chwilę i mogę się zgodzić :) Chociaż biorąc pod uwagę, że na razie tu mieszkamy, cały czas wydaje mi się, że to po prostu "nesting" czyli wicie gniazda. Niskobudżetowe, owszem, ale jak wiecie, zajmujemy ten lokal czasowo i wkładanie w niego większych pieniędzy nie ma żadnego sensu. Co nie znaczy, że nie warto inwestować w ogóle.

Powiem Wam dlaczego obecnie mam z tym określeniem problem - bo mam porównanie z tym czym prawdziwy home staging jest.
Kiedy chcieliśmy kupić nasz domek (to nie jest pieszczotliwe określenie, on jest po prostu bardzo mały) musieliśmy sprzedać mieszkanie. Też tutaj, na Paderewie, blok dalej od tego, z którego teraz piszę. Wiedzieliśmy jakie są ceny podobnych mieszkań, wiedzieliśmy ile chcemy za nie dostać, znaliśmy zalety, które trzeba pokreślić i wady do zminimalizowania.
Zwłaszcza, że przez lata było ono wynajmowane, a to jednak oznacza brak troski o wnętrza, zbliżonej do troski właścicieli.
Na jednych z ostatnich zdjęć (zrobionych za zgodą najemców) mieszkanie prezentuje się tak:





Nie bardzo, prawda ? Zwłaszcza, że chcieliśmy raczej podnieść cenę, a nie ją opuścić.

Zakładałam, że wystarczy zrobić dobre fotografie, ale mój charakter każe mi jednak "robić ładnie", więc nie obyło się bez przesuwania mebli i umieszczenia kilku dodatków. Oto efekty:


Teraz myślę, że nieco przegięłam, przynajmniej z tym śniadaniem :)



 [Numer telefonu proszę zignorować :) tylko takie zdjęcia mi się ostały, z prepaidem kupionym do sprzedawania mieszkania.]

A mówiąc o efektach.
Czas sprzedaży był przeciętny, nie udało się go nam przyspieszyć, natomiast osiągnęliśmy cel finansowy - ponad 5 tys więcej niż przeciętne mieszkanie tej wielkości, mimo, że nasze nie było remontowane od 2002r. (o generalnym remoncie nie wspominając), za to w stanie, który zdecydowanie się owego remontu domagał. W moich oczach SUKCES !
I satysfakcja, że umiem to zrobić.

Niedługo sprawdzę się znowu, fotografując (raczej bez dodatkowych upiększeń) szykowane do wynajmu mieszkanie przyjaciółki. Same dobre zdjęcia też mogą sprawić cuda, zobaczycie!

A jakże...

... złożyłam ładnie życzenia Instagramowiczom, a o Blogerach zapomniałam.

Wesołych Świąt, Kochani !

Wesołych jeszcze Świąt, co staje się już tradycją :)


Obsługiwane przez usługę Blogger.