I tak to:
Nie jestem jeszcze, niestety, tym typem blogera, który ma przygotowany stosik wpisów, i choćby się waliło i paliło - post pojawi się na stronie. Eh...
W naszej rzeczywistości znowu pojawili się lekarze i szpitale, co zawsze wyrzuca mnie z zaplanowanych torów, ale skoro wszystko jest już dobrze, z przyjemnością wracam.
Pracuję oczywiście nad tą wersją bloga, w której nowe wpisy będą się pojawiały regularnie, częściej niż raz w tygodniu (jak było w planie do tej chwili) i pewnie jak tylko skończę swoją zawodową stronę www, która pochłania nieco czasu, ów plan zostanie wprowadzony w życie. Bo pomysłów mam, że ho, ho ! :D
Dzisiaj sięgnę do Domowej historii i pokaże Wam jak się miała nasza łazienka.
To kolejny wpis o zmianach, które warto robić małym kosztem, byle nie tkwić w znienawidzonej sytuacji mieszkaniowej. Czyli w bardzo brzydkich pomieszczeniach po prostu :)
Proszę się uzbroić w odwagę i obejrzeć zdjęcia naszego luksusowego pokoju kąpielowego zrobione w dniu odebrania kluczy do domu.
Gotowi ?
Potem trudno to nazwać postępem, wnieśliśmy co mieliśmy, i było. Niezmiennie. Brzydko.
Nie jestem depresyjną osobą, ale przysięgam, że były dni, kiedy tam wchodziłam i od progu czułam, że temu pomieszczeniu brakuje jeszcze odcieniu czerwieni - koloru krwi chlustającej z przegryzionych nadgarstków ! A łazienki we własnym domu trudno jednak unikać.
Nawet efektowne selfie było trudno sobie w niej strzelić :D
Rozważałam oczywiście wrzucenie tam granatu w celu rozwiązania problemu, ale nie byliśmy jeszcze na tym etapie przebudowy.
Stanęło więc na farbie.
Istnieją niezłe farby do malowania kafli i można dzięki nim uzyskać fenomenalne efekty kosztem dużo niższym, niż w wypadku całkowitego remontu - sprawdźcie co w toalecie w Czarno-białym Domku zmalowała Ola, albo zajrzyjcie do podsumowania malowanych kuchni i łazienek (głównie) przygotowanego przez Magdę z Wnętrza-Zewnętrza.
Wstępny kosztorys takiej "renowacji" w wypadku naszej łazienki wyniósł kilkaset złotych. Dużo za dużo, jak na pomieszczenie, które ma przetrwać kilka miesięcy, a potem zniknąć z powierzchni ziemi (naprawdę jej nienawidziłam).
Pomalowaliśmy więc tylko ściany i sufit.
Założenie kolorystyczne było proste - kolor, który odwróci uwagę od kafelków. A Amerykanie mają takie ładne powiedzenie "when in doubt, paint it black" - i tak właśnie uczyniliśmy. Do tego nowe porządki, kilka ozdobników, i da się żyć.
Czy dzięki temu nasza łazienka stała się ładna ? Nie, tego nie powiem. Ale nabrała charakteru. Trochę jak ta puszysta dziewczyna na imprezie, która wygrywa z misskami ;) bo ma odwagę nosić czerwoną szminkę, ciekawą biżuterię i uśmiecha się na widok aparatu, zamiast kryć się w kącie. Wiecie, jest JAKAŚ.
Dodatkowo, i to jest rozwiązanie, które warto stosować w każdym pomieszczeniu, które jest wyższe niż szersze - ciemne ściany i sufit poprawiły proporcje wnętrza. Istnieje co prawda teoria, która każe małe pokoiki malować na jasno, najlepiej biało, ale sprawdza się kiedy wpada do nich przyzwoita ilość światła. W przeciwnym wypadku mamy nadal małe, burawe pomieszczenia o wysokości komina. To już chyba lepiej stworzyć sobie przytulną małą szkatułkę, co ?
Następnym razem, kiedy wspomnę Domową łazienkę, to będzie zupełnie inne wnętrze !
Na ekranie pojawia się dziewczę, jeszcze młode (uznajmy), które z rozwianym włosem wertuje czasopisma wnętrzarskie i pintrestowe tablice.
Powód: oświetlenie części dziennej.
Efekty: ... tak, tu potrzebuję Twojej pomocy.
Mówimy o przestrzeni, która mieści część wypoczynkową, jadalnię i kuchnię. Każde z innymi potrzebami jeżeli chodzi o światło. I nie mówię tu o tradycyjnym podziale na ogólne, kierunkowe i dekoracyjne. Dekoracyjne to pikuś :)
No to w czym problem ?
W nagromadzeniu elementów.
Oświetlenie blatu roboczego. Nie planujemy tu żadnych szafek, ani półek, więc podszafkowe odpada. Część ściany zajmuje okno, czyli kinkiety raczej nie wchodzą w grę. Zostają lampy wiszące. Ale...
Nie wyobrażam sobie żeby nie było lampy wiszącej nad stołem. A nie jestem typem, który lubi komplety i zaakceptuje ten sam wzór i tu, i nad oddalonym o jakieś 2 metry blatem. Zwłaszcza, że marzy mi się konkretny abażur. I nie jest to wzór klasyczny i prosty.
Do tego dochodzi górne oświetlenie części wypoczynkowej. Ugh, znowu określona lampa! Kupiliśmy ją w zeszłym roku, ale nie doczekała się niezbędnych przeróbek. Może i dobrze, w otoczeniu, które planujemy zabłyśnie. Ale znowu jest taka bogata!
Dobra, moment prawdy.
W tej chwili w moich oczach wygląda to tak, i myślę, że przy zgraniu kolorów i detali może się udać.
[ 1. kuchnia: ten styl, niekoniecznie ta lampa
2. jadalnia: Więcej koloru ! Ale Seszen tworzy tak zróżnicowane lampy, że dobranie czegoś pod nasze potrzeby nie będzie stanowiło problemu. Może taka tylko na białym tle ?
3. dzienny: Nie oryginalny sputnik, eh, niestety]
Potrzebuję tylko usłyszeć jeszcze od kogoś innego "może być" i wzywam elektryka.
A ! chyba, że uważacie, że nie może, wtedy KONIECZNIE muszę o tym usłyszeć.
Wszyscy znamy takie fotografie... OK, ja znam ich mnóstwo - z miejscem, które wyrywa z butów. Pomieszczeniem, które tak trafia w Twój gust, że jedyne co można to pokochać.
Wnętrzem, o którym chcesz powiedzieć tylko: "Proszę to wszystko zapakować i dostarczyć pod mój adres."
Najśmieszniejsze, że czasem nawet nie wiesz dokładnie dlaczego...
Tak miała wyglądać moja biurowa wnęka w poprzedniej wersji projektu. Nieważne, że między szafami na przeciwko sypialni zmieściłaby się zaledwie jedna trzecia tego biurka. Przechowywanie ubrań nie jest najważniejsze ! Marmurowy blat pod laptopa i mosiężny stojak na ołówki - są! :)))
[...pojemne podręczne szafki na wszystko czego nie chcemy na co dzień oglądać, kontrastowa ściana ze starych desek, czerwone kinkiety, plakat z banerem i czarno-białe zdjęcie, marmurowy blat, szuflady, mosiężne uchwyty, symetryczne kontakty, śmietnik na nóżkach, takie krzesło! i konik. Ok, to tak na pierwszy rzut oka...]
Więcej zdjęć z domu Briana Faherty obejrzycie tutaj.
Ktoś jeszcze chciałby adoptować to biureczko? Mamy podobne smaki, czy nic a nic ? :)
Temat home stagingu wypłynął podczas rozmów z Agnieszką z Happy Place (ot, np. TU)
Agnieszka zawodowo zajmuje się m.in. przygotowywaniem nieruchomości na sprzedaż i twierdzi, że to co robimy teraz w mieszkaniu na Katowickim os. Paderewskiego to je to. OK, zajęło mi chwilę i mogę się zgodzić :) Chociaż biorąc pod uwagę, że na razie tu mieszkamy, cały czas wydaje mi się, że to po prostu "nesting" czyli wicie gniazda. Niskobudżetowe, owszem, ale jak wiecie, zajmujemy ten lokal czasowo i wkładanie w niego większych pieniędzy nie ma żadnego sensu. Co nie znaczy, że nie warto inwestować w ogóle.
Powiem Wam dlaczego obecnie mam z tym określeniem problem - bo mam porównanie z tym czym prawdziwy home staging jest.
Kiedy chcieliśmy kupić nasz domek (to nie jest pieszczotliwe określenie, on jest po prostu bardzo mały) musieliśmy sprzedać mieszkanie. Też tutaj, na Paderewie, blok dalej od tego, z którego teraz piszę. Wiedzieliśmy jakie są ceny podobnych mieszkań, wiedzieliśmy ile chcemy za nie dostać, znaliśmy zalety, które trzeba pokreślić i wady do zminimalizowania.
Zwłaszcza, że przez lata było ono wynajmowane, a to jednak oznacza brak troski o wnętrza, zbliżonej do troski właścicieli.
Na jednych z ostatnich zdjęć (zrobionych za zgodą najemców) mieszkanie prezentuje się tak:
Nie bardzo, prawda ? Zwłaszcza, że chcieliśmy raczej podnieść cenę, a nie ją opuścić.
Zakładałam, że wystarczy zrobić dobre fotografie, ale mój charakter każe mi jednak "robić ładnie", więc nie obyło się bez przesuwania mebli i umieszczenia kilku dodatków. Oto efekty:
Teraz myślę, że nieco przegięłam, przynajmniej z tym śniadaniem :)
[Numer telefonu proszę zignorować :) tylko takie zdjęcia mi się ostały, z prepaidem kupionym do sprzedawania mieszkania.]
A mówiąc o efektach.
Czas sprzedaży był przeciętny, nie udało się go nam przyspieszyć, natomiast osiągnęliśmy cel finansowy - ponad 5 tys więcej niż przeciętne mieszkanie tej wielkości, mimo, że nasze nie było remontowane od 2002r. (o generalnym remoncie nie wspominając), za to w stanie, który zdecydowanie się owego remontu domagał. W moich oczach SUKCES !
I satysfakcja, że umiem to zrobić.
Niedługo sprawdzę się znowu, fotografując (raczej bez dodatkowych upiększeń) szykowane do wynajmu mieszkanie przyjaciółki. Same dobre zdjęcia też mogą sprawić cuda, zobaczycie!
... złożyłam ładnie życzenia Instagramowiczom, a o Blogerach zapomniałam.
Wesołych Świąt, Kochani !
Wesołych jeszcze Świąt, co staje się już tradycją :)
Po tak długim czekaniu na wpis o fajnych darmowych źródłach plakatów, które pasują do skandynawskich wnętrz, należy się Wam nagroda.
Teraz, nie na końcu posta :)
Wiecie dlaczego darmowe grafiki są fajne ? Bo są fajne i darmowe. Jasne.
Jak tego nie zepsuć ? Nie wydawać fortuny na ich drukowanie.
Oczywiście, jeśli znalazłaś plakat swoich marzeń i wiesz, że chcesz, żeby zdobił Twoje ściany całymi latami - zainwestuj. Wydaj pieniądze na dobry papier i dobrą drukarnię. Tak przygotowany wydruk będzie cieszył i służył naprawdę długo.
Jeśli natomiast zmieniasz wygląd swoich ścian co chwilę, zgodnie z panującymi modami albo potrzebujesz czasowego rozwiązania, idź do najbliższego punktu ksero, które robi wydruki wielkoformatowe. Wybierz zwykły papier, taki jak do domowej drukarki, o gramaturze 70-80g. Za format 50x70 zapłać 3,50 zł. Za bardzo ciemny plakat zapłać około 7 zł. Napawaj wzrok, póki się nie znudzi. Zmieniaj bez obaw!
A teraz do celu:
Żeby było łatwiej (mi, oczywiście :D) podzieliłam plakaty tematycznie.
I tak zaczynamy z
ALFABET
A by Piąty Pokój,
& by Design Dining and Diapers,
Ę by Piąty Pokój
Tablica okulistyczna - wpisz swój własny tekst, tylko zmieść się w 58 znakach :)
NOC
Pan Księżyc by Mavelo
We are made i Mapa nieba by Mavelo
The Moon by Mr Printables
MOTYWACJA
Na stronie Mantraband znajdziecie te i wiele innych:
What if you fly
You are capable of great things
Do less with more focus
Keep going
"ABSTRAKCJA"
Happy life by Burlap and Blue
Nigdy się nie poddawaj by My Pink Plum
Dobrej nocy by Refreszing
Pracuj by Żyj Kochaj Twórz
PS. DLA FACETÓW
Gdyby prawdą okazało się stereotypowe myślenie, że żadne z powyższych nie spodoba się Waszym Mężom i Nie-mężom, i trzeba ich czymś przekupić, żeby galeria ścienna w ogóle powstała - proszę, powinno zadziałać :) Projekty by Primermagazine
Mam nadzieję, że to zestawienie się przyda ! Dziękuję za uwagę :)
Zamiast się samobiczować i odwlekać (prokastynator, master level) napisanie notki, która nie jest wcale skomplikowana, tylko wymaga zebrania wszystkiego do kupy i posiedzenia przy dwóch komputerach, opowiem Wam dziś o czymś innym.
Mniej więcej tydzień temu, za pośrednictwem Magdy z Wnętrza Zewnętrza trafiłam do jadalni Justyny - Republiki Kolorów. Pięknie ! Soczysty, nasycony kolor ścian, kontrastujące meble i podłoga, ciekawe detale, eklektyczne smaczki. Sami sprawdźcie.
Wiecie co poczułam poza zachwytem ?
Zazdrość.
Nie z powodu jadalni jako takiej. Nie z powodu pomysłu na wnętrze i jego wykonania, choć świetne.
Zrobiło mi się żal, że mój dom nie ma takich zdjęć. Nie zadbałam wystarczająco, żeby moje ukochane niebieskie ściany miały odpowiednią pamiątkę. Nie robiłam mu sesji zbyt często, ciągle uważałam, za zbyt niedopracowany. Fotki robione tuż przed remontem, były "na szybko", byle zacząć się pakować.
I czuję tęsknotę.
wiem, że nie każdy musi to zrozumieć - tęsknota za pomieszczeniami, ale tak jest.
Remont ciągnie się już czwarty miesiąc, nie tylko chciałabym już "projektować", chciałabym wrócić, bo to przyjaciel.
Paderewa jest świetna, wiele się uczę mieszkając tu - o mieszkaniu na małych powierzchniach, o urządzaniu wnętrz niekoniecznie zgodnych z moim stylem, o zmienianiu przestrzeni małym kosztem oraz o (jak twierdzi Agnieszka) homestagingu. Jestem za to naprawdę wdzięczna.
Ale chcę do Domu.
Jedyne co na razie mogę w tym celu zrobić (dopóki nie wyschną wylewki) to zrobić sobie dom tu. Mam na myśli w necie, nie w Katowicach :) I to zaraz jak tylko ogarnę to obecnie straszące menu! Pomoc w tym temacie będzie miło widziana.